Niepłodni bywają samotni – bo syty głodnego nie zrozumie

dodany: autor: Paulina Wójtowicz Komentarze 2
1278653727_78d6125005_z

Można by powiedzieć, że problem niepłodności dotyczy zarówno starającej się bezskutecznie o dziecko pary, jak i całego społeczeństwa. Bo przecież wskaźnik urodzeń, bo kosztowna terapia, bo kontrowersyjne in vitro. Ale to nieprawda. Gdy niepłodność dotyka dwóch, pragnących maleństwa osób, wszyscy wokół znikają, pozostawiając rozczarowanych samym sobie. Bo nikt, kto nie przeżył nadziei przeplatanej goryczą, nie potrafi zrozumieć ich trudności.

Samotni w tłumie

Najpierw są pytania: kiedy w końcu, dlaczego jeszcze nie, czy wy w ogóle się staracie itd. Później ogromna niezręczność, gdy starająca się o dziecko para przyzna w końcu, że mają problem i rozpoczęli leczenie. A jeszcze dalej nie ma już nic – jakby temat nie istniał. Nikt, kto do tej pory sypał dobrymi radami „jak się TO robi”, nie ma odwagi zapytać o postępy leczenia czy samopoczucie bliskich. Niepłodność staje się tematem tabu. Przecież nikt nie chce starających się o dziecko zranić czy zdenerwować. Takim sposobem lecząca się para, której życie toczy się teraz głównie wokół jednego tematu, zostaje niejako odizolowana od rodziny czy znajomych. Nawet jeśli spotykają się z nimi regularnie, to balansowanie między „dozwolonymi” tematami staje się tak męczące, że daleko takim rozmowom do naturalności. Niepłodność zostaje zamknięta w cztery ściany własnej sypialni i dotyczy tylko tych, których… dotyka, i to bardzo bezpośrednio.

Szczęśliwi rodzice

Najmniej przyjemne dla niepłodnych towarzystwo to kobiety ciężarne i świeżo upieczeni rodzice. Choć mają pełne prawo do radości, patrzenie na ich szczęście i jego słodki powód bywa bardzo bolesne.

Osobami, których borykający się z niepłodnością unikają najczęściej, są szczęśliwi rodzice. Wszystko zaczyna się już podczas ich ciąży. Towarzystwo przyszłych mam, nie przestających mówić o swoich dolegliwościach i najświeższych wynikach badań czy pokazywanie rozwijającego się malucha na zdjęciach USG bywa nie do zniesienia. Nerwowa reakcja pojawia się także na widok spacerujących ciężarnych lub świeżo upieczonych mam, pchających z radością i dumą wózek z niemowlęciem. Wizyta u pary, która właśnie została rodzicami, traktowana jest jako ostateczność. Nie wystarczy bowiem słuchać o tym, czego tak bardzo się pragnie, ale trzeba jeszcze zobaczyć dziecko i serdecznie pogratulować jego rodzicom, choć serce ściska się z żalu. Nie sposób w takiej chwili rozmawiać o swoich problemach z zajściem w ciążę. Szczęśliwi rodzice, jakkolwiek wrażliwi i skorzy do wysłuchania i współczucia, są tak pochłonięci swoimi nowymi rolami, że, choćby chcieli, nie potrafią zrozumieć bólu swoich bliskich. – Najtrudniejsze są jednak kontakty z parami, które zmagały się z tym samym problemem, co my, a którym w końcu się udało. Bez żadnego wyczucia wydzwaniają i zapraszają, by zobaczyć ich maleństwo, wciąż o nim mówią i nigdy nie pytają, co z nami. Tak jakby nigdy nie mieli żadnych trudności z zajściem – skarży się Ola, która wraz z mężem, Tomkiem, od 3 lat stara się pod okiem lekarzy o dziecko.

Bezdzietni

Choć świeżo upieczeni rodzice nie są niczemu winni i mają prawo do cieszenia się i dzielenia się swo-im szczęściem, są najrzadziej wybieranym przez starających się o dziecko towarzystwem. Dużo łatwiej czas spędza się z bezdzietnymi. –  Większość z nich robi kariery, nie ciągnie ich do rodzicielstwa, tematy staraniowo-ciążowe w ogóle ich nie interesują. To ułatwia kontakty – przyznaje Ola. Zdarzają się jednak i tacy, którzy zupełnie nie mają taktu i wypytują o szczegóły leczenia. Być może kieruje nimi zwykła ciekawość, ale dla poddającej się terapii pary, która ma już serdecznie dość wszystkich badań i kuracji, taka dociekliwość jest bardzo męcząca. Aby uniknąć pytań niejednokrotnie więc partnerzy chowają się u siebie i rozprawiają o swoich wątpliwościach we własnym towarzystwie. –  Nie ma złotego środka. Bo czasami chcemy o tym pogadać, wyżalić się, byle ktoś nas wysłuchał i współczuł. A czasami rozmawialibyśmy o wszystkim, byle nie o tym, co boli. Chęci rozmówców są zwykle odwrotne niż nasze oczekiwania – mówi z żalem Ola.

Państwo

Samotność niepłodnych pogłębia także państwo. Kwestią, która najbardziej boli leczące się pary, są regulacje prawne w zakresie zwolnień lekarskich w pracy. Leczenie niepłodności wymaga nie tylko wiele czasu, ale także spokoju. – Przydałoby się takie L4, jakie z łatwością uzyskują ciężarne. A tak? Człowiek goni na łeb na szyję, żyje w stresie i musi tym więcej pracować, im dłużej się leczy – bo przecież za wszystko trzeba zapłacić duże pieniądze, mimo tego, że płacimy podatki – burzy się Ola. W Polsce niepłodność nie jest postrzegana przez zwykłych ludzi jako choroba, a zmagający się z nią ludzie za potrzebujących na miarę chorych na raka. Dlatego zaawansowane leczenie, a szczególnie zabiegi typu in vitro, nie są refundowane przez państwo. Ten brak zainteresowania ze strony państwa, z jednoczesnym ubolewaniem nad kwestią in vitro w debatach politycznych, sprawia, że niepłodni czują się jeszcze bardziej ignorowani i samotni w swoim problemie.

Średnia ocena: 12345 2,00/5 (głosów: 2).
Loading...Loading...

Pozostałe artykuły w kategorii: Niepłodność - aspekt emocjonalny

zobacz wszystkie artykuły w tej kategorii

Serwis Staraniowy.pl ma z założenia charakter wyłącznie informacyjno-edukacyjny. Zamieszczone tu materiały w żadnej mierze nie zastępują profesjonalnej porady medycznej. Przed zastosowaniem się do treści medycznych znajdujących się w naszym serwisie należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.

Pomóż nam rozwinąć portal Wyraź opinię, zasugeruj poprawki