Mama po poronieniu – nadwrażliwa czy nadopiekuńcza?

dodany: autor: Agata Cygan-Kukla Komentarze 0
mama z dzieckiem

Mama, która ma za sobą doświadczenie w postaci poronienia, często podchodzi do swojego długo wyczekiwanego dziecka nieco inaczej niż tzw. przeciętna kobieta.

Ciąża po poronieniu

Różnice pojawiają się już na etapie samej ciąży, która dla kobiety – i fizycznie i psychicznie – jest ciążą wysokiego ryzyka. Każda przyszła mama obawia się o rozwój swojego dziecka, ale ta, która ma już za sobą jego utratę, z oczywistych względów boi się szczególnie. Groźne wydaje się wszystko, co ją otacza, a każdy sygnał ze strony organizmu – nawet ten „normalny”, związany z ciążą samą w sobie -niepokojący. Stojący z boku mogą odnieść wrażenie, że przyszła mama „przesadza”, że wyolbrzymia swoją sytuację. Gdyby jednak znali jej historię, z pewnością zrozumieliby tę „nadwrażliwość” i uznali za wrażliwość – po prostu.

Przyszłej mamie trudno się więc dziwić i należy ją zrozumieć, ale nie warto też utwierdzać jej w obawach czy wręcz pewności, że „i tym razem się nie uda”. Zadaniem, a wręcz obowiązkiem bliskich kobiety – w szczególności jej partnera – jest próba wyciszenia w przyszłej mamie negatywnych emocji i wyeliminowania lęków do minimum. I nie chodzi tu tylko o psychiczny spokój, który jest teraz kobiecie niezwykle potrzebny, ale też o to, że stres – zwłaszcza ten długotrwały, ciągły, utrzymujący się stale – może być realną przyczyną kolejnego poronienia. Więcej na temat negatywnego wpływu kortyzolu na przebieg ciąży i rozwój płodu przeczytacie tutaj.

Macierzyństwo po poronieniu

Tym bardziej, że wspomniana nadwrażliwość nie kończy się zazwyczaj w momencie porodu. Kiedy na świat przychodzi długo wyczekiwane dziecko, mama nadal robi wszystko, by go nie stracić. – Moja przyjaciółka pięć lat temu poroniła. Bardzo to przeżyła, długo nie mogła się pozbierać. Dzisiaj jest mamą dwuletniej Zosi, ale tamta historia sprzed lat nadal bardzo wpływa na to, jak podchodzi do córki - opowiada Wiola, przyjaciółka 32-letniej Magdaleny. – Magda nie odstępuje małej praktycznie na krok. Nawet na placu zabaw nie pozwala jej się bawić swobodnie z innymi dziećmi. O wspólnym wyskoczeniu na kawę czy zakupy bez wózka i małej już dawno zapomniałam. Wiola przyznaje, że jako szczęśliwa mama dwóch synków, bez podobnych doświadczeń na koncie, nie jest w stanie w pełni zrozumieć przyjaciółki, ale nie ukrywa, że zachowanie Magdy wydaje jej się przesadne i nie służy samemu dziecku.

Podobne obawy ma Daniel, mąż 29-letniej Ewy. – Ewka poroniła dwa razy, zanim udało jej się donosić ciążę. Znosiła ją wyjątkowo dobrze, lepiej niż mogłem się spodziewać. Najgorsze przyszło dopiero po porodzie. Żona praktycznie nikomu nie pozwalała zbliżyć się do małej – bo zarazki, bo bakterie. Potem okazało się, że każdy poza nią źle małą nosi, nie potrafi jej dobrze trzymać. Od porodu minęło już 6 miesięcy, a ona jeszcze nigdy nie wyszła z domu sama, nawet na godzinę. Nawet kiedy musiała iść do lekarza na rutynową wizytę po porodzie uparła się, żebym czekał z Julią pod drzwiami. Wpadła w taką histerię, że żadne tłumaczenia nie pomogły… Daniel zapewnia, że stara się zrozumieć żonę, wie przez co przeszła i że jej zachowanie nie jest bezpodstawne, ale obawia się o to, jak dalej będzie wyglądało ich życie, jeśli Ewa choć trochę nie „odpuści”.

Mama po poronieniu – kocha podwójnie

Z pewnością czytelniczkom, które mają za sobą podobne doświadczenia co nasze bohaterki, znacznie łatwiej je zrozumieć. Ci, którzy ich nie przeżyli, mogą co najwyżej teoretyzować. W praktyce mama, która wcześniej straciła dziecko, przelewa niejako zarezerwowaną dla niego miłość na drugiego potomka. Kumulowane miesiącami emocje i uczucia, które do tej pory nie mogły znaleźć ujścia, wreszcie mają szansę „dojść do głosu”. Wreszcie pojawia się „obiekt”, na który można je przelać, którymi można go obdarzyć. To nie tak, że mama zapomina o utraconym wcześniej dziecku – wręcz przeciwnie – pamięta do bólu i to właśnie dlatego robi wszystko, by dać temu drugiemu jak najwięcej miłości i uwagi. Bo tamtemu nie zdążyła, nie miała okazji.

Do podobnych jak opisane wyżej sytuacji najczęściej dochodzi w przypadku, kiedy poronienie to w rodzinie temat tabu. Czasami „z woli” samej kobiety, czasami dlatego, że bliscy nie wiedzą, w jaki sposób o nim rozmawiać i czy w ogóle jest taka potrzeba. Tymczasem udawanie, że temat nie istnieje, to najgorsze z możliwych rozwiązanie. Nawet jeśli pomoże, to jedynie na krótko. Stłumione, nieprzepracowane emocje kiedyś powrócą – i to ze zdwojoną siłą. A objawić się mogą na różne sposoby. Jednym z nich jest powyższy – skupienie nadmiernej uwagi na kolejnym dziecku, obdarzenie go zaborczą miłością, przykrycie szklanym kloszem i próba uchronienia przed całym światem.

———

By uniknąć podobnej sytuacji poronienia nie można „zamieść pod dywan”. Nie można udawać, że nic się nie stało, że jak nie teraz to później. Stratę trzeba wyrazić, wypłakać, wykrzyczeć. Od razu, nie za pół roku, nie za rok. Nie ma nic gorszego niż tłumienie emocji, bo te w ukryciu – co najwyżej narastają. Więcej na temat tego, jak rozmawiać o poronieniu przeczytacie tutaj.

Średnia ocena: 12345 5,00/5 (głosów: 1).
Loading...Loading...

Pozostałe artykuły w kategorii: Problemy z płodnością

zobacz wszystkie artykuły w tej kategorii

Nikt jeszcze nie skomentował artykułu. Bądź pierwszy!

Serwis Staraniowy.pl ma z założenia charakter wyłącznie informacyjno-edukacyjny. Zamieszczone tu materiały w żadnej mierze nie zastępują profesjonalnej porady medycznej. Przed zastosowaniem się do treści medycznych znajdujących się w naszym serwisie należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.

Pomóż nam rozwinąć portal Wyraź opinię, zasugeruj poprawki