Dlaczego tylko zaledwie 7 proc. kobiet korzysta ze znieczulenia przy porodzie?

dodany: autor: Agata Cygan-Kukla Komentarze 0
poród

Jakiś czas temu głośno było o tym, że znieczulenie przy porodzie będzie dostępne za darmo dla każdej kobiety. Dziwi więc fakt, że ze swojego prawa korzysta zaledwie 7 proc. Polek. Czyżby większość rodzących świadomie rezygnowała ze znieczulenia?

Znieczulenie to nie luksus

Wśród wielu przyszłych mam nadal pokutuje przekonanie, że nie stać ich na znieczulenie przy porodzie. Tymczasem czasy, kiedy znieczulenie było luksusem, za który trzeba było szpitalowi sowicie zapłacić, już minęły. Obecnie takie prawo przysługuje każdej rodzącej. Wprawdzie nie „z marszu” – ciężarna musi poinformować personel, że chce ze swojego prawa skorzystać, ale wówczas powinna je otrzymać bez żadnych dodatkowych warunków. Znieczulenie owszem – kosztuje, ale od 2015 roku refunduje je mamom NFZ, płacąc szpitalowi za każdy podany zastrzyk dodatkowe 416 zł.

Tyle teorii. Praktyka pokazuje, że prawo często istnieje – wyłącznie dla prawa. Narodowy Fundusz Zdrowia przedstawia dane, z których wynika, że znieczulenie porodowe nie trafia nawet do 10 procent rodzących Polek! Otrzymuje je lekko ponad 7 procent kobiet. Tym samym, zamiast planowanych 13 mln zł, znieczulenie jak na razie kosztowało NFZ jedynie 1,1 mln.

Dzielne Polki?

Brawa dla kobiet – chciałoby się powiedzieć. I rzeczywiście, część rodzących w ogóle nie rozważa skorzystania ze znieczulenia przy porodzie: – Od samego początku wiedziałam, że chcę rodzić naturalnie. Nad kwestią znieczulenia w ogóle się nie zastanawiałam. Chciałam czuć, co robi moje dziecko i maksymalnie pomóc mu w wydostaniu się na świat – opowiada Magda, mama 2-letniego Patryka. – Wiem, że rodzące, które decydują się na znieczulenie, nie zawsze odpowiednio współpracują w czasie porodu, a to może wydłużyć akcję porodową. O znieczuleniu nie myślała też Monika, dzisiaj mama 7-miesięcznej Olgi: - Poród zawsze mnie inspirował. Z jednej strony kobiety opowiadały, że ból jest nie do zniesienia, z drugiej decydowały się potem na kolejny poród naturalny. Jak to możliwe? – zastanawiałam się. Ja też chciałam doświadczyć tego cudu! Dzisiaj wiem, że – podobnie jak one – kolejne dziecko też urodzę siłami natury.

Magda i Monika to wcale nie odosobnione przypadki. Wystarczy przejrzeć internetowe fora, by przekonać się, że wiele kobiet naprawdę chce urodzić swoje dziecko samodzielnie, bez pomocy środków znieczulających. I tak właśnie powinno być  – to kobieta ma decydować, czy chce skorzystać ze znieczulenia czy też nie. Powinien to być wyłącznie jej wybór. Tymczasem wiele (a całkiem możliwe, że większość), kobiet wcale nie decyduje się świadomie na porodowy ból. Co więc stoi na przeszkodzie, by skorzystać ze znieczulenia? Brak specjalistów, którzy mieliby uprawnienia do jego podania. W szpitalach brakuje etatów dla anestezjologów, bo utrzymanie takich fachowców jest zbyt kosztowne. Ponadto, do wykonania znieczulenia oprócz lekarza potrzebna jest pielęgniarka lub odpowiednio przeszkolona położna. Tych także, niestety, brakuje.

Jeszcze trudniejszy dostęp do znieczulenia?

Na znieczulenie mogą liczyć głównie rodzące w dużych szpitalach w województwach mazowieckim (od początku roku wykonano ich tam ok 3 983), łódzkim (1 043) i małopolskim (1 928). Najrzadziej podaje się je rodzącym w placówkach w województwie lubuskim – w bieżącym roku około 15 razy. Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że o tym, czy kobieta będzie rodziła bez bólu czy też nie w dużej mierze decyduje miejsce zamieszkania. Paradoksem jest, że w momencie rozpoczęcia finansowania znieczulenia przez NFZ, w niektórych placówkach dostęp do niego jest jeszcze trudniejszy niż kiedyś, a wręcz niemożliwy! Zauważmy bowiem, że wcześniej można było znieczulenie wykupić (za około 800 zł) – obecnie, skoro znieczulenie jest darmowe, takiej możliwości nie ma.

Przy wyborze szpitala do porodu nie zawsze więc warto się kierować najmniejszą odległością od miejsca zamieszkania. To rozwiązanie wydaje się najwygodniejsze, ale często jest takie tylko do momentu dotarcia na porodówkę. Warto się zorientować, czy w danej placówce istnieje realna możliwość podania znieczulenia, czy zatrudniony jest anestezjolog i w jakim wymiarze (czasami specjaliści mają dyżury, ale np. w określone dni tygodnia albo do określonej godziny, a porodu naturalnego nie da się przecież zaplanować).

Więcej znieczuleń, mniej cesarek

Ciągle słyszymy narzekania, że Polki coraz częściej decydują się na cesarkę na życzenie (teoretycznie podobna „usługa” nie istnieje, ale jak wiadomo, wskazanie do porodu operacyjnego zawsze można znaleźć). Tymczasem te kobiety, które decydują się na podobny krok, w przeważającej większości (a może i zawsze?) robią to ze strachu przed bólem. Liczbę cesarek trzeba więc łączyć z dostępnością znieczulenia – tym bardziej, że tam, gdzie można je dostać, cięć wykonuje się mniej.  Podsumowując, gdyby znieczulenie rzeczywiście było dostępne dla każdej kobiety, liczba porodów operacyjnych zdecydowanie by spadła.

Co z tego, że NFZ nie limituje procedury znieczulenia (Fundusz płaci za każde wykonanie), skoro jej wycena jest niedoszacowana? Pieniądze z dopłaty od NFZ nie pokryją kosztu zabiegu i wynagrodzenia dla anestezjologa. Skoro prawo gwarantuje dostęp do znieczulenia każdej rodzącej o każdej porze, konieczne są 24-godzinne dyżury anestezjologów na wszystkich porodówkach. Pytanie, czy do takiej sytuacji kiedykolwiek dojdzie?

Średnia ocena: 12345 5,00/5 (głosów: 1).
Loading...Loading...

Pozostałe artykuły w kategorii: Problemy z płodnością

zobacz wszystkie artykuły w tej kategorii

Nikt jeszcze nie skomentował artykułu. Bądź pierwszy!

Serwis Staraniowy.pl ma z założenia charakter wyłącznie informacyjno-edukacyjny. Zamieszczone tu materiały w żadnej mierze nie zastępują profesjonalnej porady medycznej. Przed zastosowaniem się do treści medycznych znajdujących się w naszym serwisie należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.

Pomóż nam rozwinąć portal Wyraź opinię, zasugeruj poprawki