Coparenting- znajdź współrodzica

dodany: autor: Agata Cygan-Kukla Komentarze 0
rozmowa

Fakt, że wiele osób szuka miłości w sieci dla nikogo nie jest dziś zaskoczeniem. Podobnie jak ten, że wiele kobiet poszukuje w niej tzw. dawcy nasienia. A jednak informacja, że w internecie znaleźć można rodzica, który pomoże nie tylko dziecko spłodzić, ale i wychować, nadal budzi zaskoczenie.

Scenariusze są różne. Zbyt długie poszukiwania drugiej połówki, zbyt wiele miłosnych zawodów, tykający zegar biologiczny czy brak potrzeby wchodzenia w związek intymny. Czasami także trudności w budowaniu osobistych relacji, a nawet odmienna orientacja seksualna uniemożliwiająca posiadanie dziecka z partnerem. Na podstawie osób, które decydują się na zamieszczenie swojego ogłoszenia w sieci, trudno stworzyć profil przeciętnego „coparentingowca”. Wszystkich na pewno łączy jedno – silna potrzeba posiadania dziecka oraz niechęć do tworzenia rodziny 1 + 1. Większość zgodnie powtarza, że nie chcą pozbawiać swojego przyszłego dziecka kontaktu z drugim rodzicem, bo to egoistyczne – każdy człowiek zasługuje na pełną rodzinę.

Stwórzmy ślicznego bobasa!

Mam 34 lata, 183 cm wzrostu, 75 kg. Szukam dziewczyny/kobiety, która tak samo jak ja pragnie mieć dziecko (może to być na zasadach wspólnego związku, cooperatingu). Zależy mi na relacji opartej na przyjaźni, zaufaniu i szczerości, chcę być ojcem dla dziecka i współuczestniczyć w wychowaniu. Jestem w 100% zdrowy i bez nałogów. Szukam dziewczyny/kobiety od 25 do 40 roku życia – najważniejsze byś chciała i mogła mieć dzieci – czy to naturalnie czy metodą in vitro. Szukam dziewczyny miłej, zadbanej. Ze swej strony zapewniam poczucie bezpieczeństwa i opiekę, wsparcie. Takie samo bezpieczeństwo i stabilność gwarantuję dziecku. Jeśli tak samo jak ja pragniesz ślicznego bobasa to napisz a na pewno się dogadamy. _on 333

Powyższe ogłoszenie zamieszczone na jednym z portali poświęconych, jak mówi sama nazwa, „robieniu dzieci”, dobrze oddaje ideę coparentingu. Pokazuje wyraźnie, czym różni się ona od tzw. dawstwa spermy, z którym to idea lubi być mylona. Coparenting zakłada równy udział obydwu stron – nie tylko w spłodzeniu dziecka, ale także w jego wychowaniu. W przypadku dawstwa nasienia mamy jasność – kobieta szuka mężczyzny, który da jej dziecko i – święty spokój. Podejścia są różne, ale w przeważającej większości kobiety chcą, by potencjalny tatuś zrobił swoje i jak najszybciej zniknął z ich życia. W przypadku coparentingu ogłaszający się szukają nie tylko materiału genetycznego, ale i materiału na rodzica, stąd w ogłoszeniach zazwyczaj pojawiają się informacje o wyglądzie, osobowości, statusie materialnym, stanie zdrowia oraz chęci współuczestniczenia w życiu dziecka.

Przede wszystkim dziecko. Związek? Być może

Choć idea jak na razie szerzy się głównie na Zachodzie, także i w naszym kraju (a dokładnie w „naszym internecie”) znaleźć można tysiące ogłoszeń zamieszczonych przez osoby, poszukujące „partnera do dziecka”. Dla osób tych coparenting to zdecydowanie lepsza alternatywa od samodzielnej adopcji oraz wspomnianych już wyżej dawców spermy czy surogatek. O ile jednak, w przypadku powyższych reguły są dość oczywiste, coparenting to nadal pojęcie plastyczne, któremu konkretny kształt nadają dopiero zainteresowani. Niektórzy decydują się sformalizować swój „układ” za pomocą pisemnej umowy, gdzie wskazują wzajemne prawa i obowiązki, inni czekają, co czas pokaże.

Nie ma reguły mówiącej, czy partnerzy powinni zamieszkać razem czy też spotykać się w wyznaczonych odstępach czasu – decydują o tym samodzielnie, dopiero po wzajemnym poznaniu. Niewykluczone przecież, że oprócz wspólnego dziecka połączy ich coś więcej – uczucie, które pozwoli stworzyć rodzinę w pełnym tego słowa znaczeniu. Niektórzy odnoszą się do tej kwestii już w ogłoszeniu pisząc, że nie zamykają się na taką ewentualność. Inni mówią wyraźnie, że chodzi wyłącznie o wspólne wychowywanie dziecka, ale kto wie, czy w obliczu niespodziewanego uczucia nie zmieniliby zdania?

Wiedzą, czego chcą

Czy osoby, które zamieszczają swoje ogłoszenia na portalach coparentingowych nie mogłyby po prostu poszukać partnera na żywo? W wielu przypadkach szukały, ale niestety bezskutecznie. Poza tym na żywo trudno trafić na osobę, która będzie równie zdeterminowana w kwestii rodzicielstwa. Spotykamy kogoś, pojawia się to „coś”, jesteśmy razem miesiącami, a potem nagle okazuje się, że on/ona nie chce dziecka. Albo w ogóle albo nie teraz. Co zrobić, by uniknąć podobnego rozczarowania? Powiedzieć o swoich planach już na wstępie. Tyle że jeśli on/ona dowie się, że naszym głównym celem jest właśnie dziecko, może nie dać nam szansy, by to „coś” w ogóle się pojawiło.

W internecie jest prościej. Wszystko jest jasne. Nikt nikogo nie oszukuje, nie ma żadnych podchodów. Przedstawiamy swoje zamiary w ogłoszeniu. W razie jakichkolwiek zastrzeżeń, mamy wszystko na piśmie:

Poszukuję chętnego, zdecydowanego mężczyzny do wspólnego posiadania dziecka. Poczęcie w klinice lub metodą kubeczkową! Jeśli chodzi o dalsze wychowywanie to jest to do ustalenia, ile chcesz czasu na to poświęcać. Ja mieszkam w woj kujawsko-pomorskim, ale to nie jest wymóg konieczny. Mam 32 lata, brunetka, niebieskie oczy, 172 cm wzrostu. Bez nałogów. Wysportowana, 9 lat trenowałam pływanie. Skończone dwa kierunki studiów. Mam swoje pasje, którym poświęcam swój czas. Uważam, że po korespondencji najlepiej spotkać się na kawę. Proszę o kontakt osoby homoseksualne lub hetero bez nacisków na ślub lub wspólne mieszkanie. _Sandraaa

Książkowe dziecko

Oczywiście to nie jest tak, że kiedy pojawi się odpowiedź, mamy już tatusia/mamusię. Spłodzenie dziecka poprzedza spotkanie, a nawet kilka, i analiza potencjalnego kandydata/kandydatki. Niektórzy życzą sobie nawet wyników badań, wglądu w zarobki czy potwierdzenia dowodami innych informacji podanych w ogłoszeniu. Jeśli kandydat nie spełnia wszystkich warunków, szukamy dalej. A kogo właściwie szukamy? Tego, kto pomoże nam stworzyć najlepszej „jakości” dziecko. Takie, które nie będzie obciążone genetycznie żadnymi schorzeniami, no i będzie mieć predyspozycje urodowe (no bo skoro już możemy wybierać, to po co się ograniczać?)

Zarzut, że to zdecydowanie zbyt wygodne podejście do rodzicielstwa, coparentingowcy skutecznie odpierają: jest zupełnie odwrotnie. Taki sposób doboru partnera wynika w pierwszej kolejności z dobra dziecka – jego ojciec powinien być porządnym człowiekiem, a nie osobą wybraną pod wpływem chwilowego uniesienia. Porównują coparenting do sytuacji pary po rozwodzie, która dzieli się obowiązkami związanymi z opieką nad dzieckiem – przecież w takim przypadku też mamy dwoje niekochających się rodziców i wspólne dziecko. No tak, tyle że ono przynajmniej powstało z miłości, było swego rodzaju „darem od losu”, a nie projektem, stworzonym według ściśle ustalonych wytycznych.

Cytowany na wstępie mężczyzna musiał czekać na odzew niecałe pół roku. Być może wspólnie z zainteresowaną poczynili już jakieś kroki w kierunku stworzenia rodziny? W chwili pisania tego artykułu pod jego anonsem widniały już trzy odpowiedzi. Pod postem Sandry nie widnieją żadne, ale z uwagi na to, że podała maila kontaktowego, istnieje nadzieja, że i ona niebawem zostanie szczęśliwą mamusią.

Średnia ocena: 12345 5,00/5 (głosów: 2).
Loading...Loading...

Pozostałe artykuły w kategorii: Problemy z płodnością

zobacz wszystkie artykuły w tej kategorii

Nikt jeszcze nie skomentował artykułu. Bądź pierwszy!

Serwis Staraniowy.pl ma z założenia charakter wyłącznie informacyjno-edukacyjny. Zamieszczone tu materiały w żadnej mierze nie zastępują profesjonalnej porady medycznej. Przed zastosowaniem się do treści medycznych znajdujących się w naszym serwisie należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.

Pomóż nam rozwinąć portal Wyraź opinię, zasugeruj poprawki